Anthony Joshua – Aleksandr Powietkin

Hmm. Przykro mi. To przede wszystkim. Jak uwielbiam sportowca, to bezgranicznie mu kibicuję i bezgranicznie w niego wierzę. Byłam przekonana, że Anthony będzie dominowała w absolutnej większości rund. A nie, wróć, byłam przekonana, że dojdzie maksymalnie do połowy. Wiem, że Powietkin jest dobry, ale jednak stary, no i.. w ogóle 😦

Dokładnie taki tekst napisałam sobie jako początek płaczliwego wpisu w 5. rundzie walki. W 6. były już łzy i wielki smutek.

W końcówce rundy 6. Anthony zdecydowanie doszedł do głosu. W rundzie 7. dokonał tego, na co tak długo czekałam! Tak, Anthony Joshua to wciąż dumny posiadacz pasów WBO, WBA, IBO, IBF.

Reklamy

7 in a row

Nie wyrabiam z tym blogiem, choć tak marzyłam, by prowadzić go naprawdę regularnie i sumiennie 😦 niestety, za dużo bagażu, za dużo problemów osobistych, za dużo gówna dookoła, żeby skupić się tylko na pracy i na tym, co się kocha.

Choć i tak maksymalnie naginam wszelkie zasady, byle układać życie wokół kibicowania. Ale do rzeczy!

Liverpool FC – Southampton. Wynik ustalony jeszcze przed zakończeniem I połowy. 3:0.

SIÓDME zwycięstwo z rzędu. Od początku sezonu same wygrane mecze. Czy opisywać, jakie to szczęście? Niech mi ktoś jeszcze kiedyś powie coś o tym, jaka jestem płytka, że Drużynę uważam za największe szczęście w życiu. Obiecuję, zarobi w pysk. Bo teraz, gdy chce się odliczać dni do samobója, ONI wszystkiemu nadają sens. Przecież nikt normalny nie strzela samobója, planując sięgnąć po Mistrzostwo, no nie…?

Shaqiri – jaka ja jestem z Niego dumna!!! Pierwszy pełny mecz i dał z siebie dokładnie to, czego od Niego oczekiwałam. Nie strzelił ani jednego gola, ale jego próba strzału pozwoliła odbić się piłce od zawodnika Southampton i wlecieć do ich siatki – Shaqiri zapewnił nam gola z ich samobója i to już w 10. minucie gry. W 21. strzelił Matip, a jeszcze w 48., na przerwę, Shaq strzelił celnie, ale ichniejszy bramkach wybił i Mo znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, dobijając bramkę na 3:0. Shaqiri zasługuje na częstsze występy „w pełnym wymiarze minut”. Pokazał, że było warto Go nabyć i że kobieta-kibic miała rację, proszą w myślach Jurgena, żeby sprowadził Go do nas. Mamy cudowną Drużynę i pierwszy raz od lat, nie brakuje nam piłkarzy. Ba, trzeba poważnie główkować nad tym, którego wpuścić od początku, a który wejdzie dopiero po czasie. Mamy wybór – a to jest wspaniałe uczucie!

Jasne, że to nie może trwać wiecznie. Że zaczynają się poważne schody, bo w środę i sobotę gramy z największymi rywalami. Najpierw z Chelsea w Pucharze Ligi, potem w Premier League. Ale zawsze jeszcze można liczyć na WHU, którym jutro musimy mocno kibicować – mogą zatrzymać Chelsea, przywracając nam fotel litera w BPL.

Liverpool FC – Southampton
Wesley Hoedt (S) 10′
Joel Matip 21′
Mohamed Salah 45+3′

AKTUALIZACJA [23.09.2018]
We can do it, we can do it, yeaaaah we can do it!!!
…with a little help from our friends 🙂
West Ham United cudnie zremisował dziś z Chelsea, przywracając nam 1. miejsce. PIERWSZE MIEJSCE. Jesteśmy na PIERWSZYM MIEJSCU w Premier League 🙂 Zajmujemy topową pozycję, panujemy, jesteśmy na szczycie…

Przynajmniej do soboty, bo wtedy gramy z Chelsea i teoretycznie, należy się bać. (Ale tak między nami… yyy… my się chyba nie boimy 🙂 )

Która angielska drużyna jest najlepsza?

Żartowałam z tym pytaniem, przecież…

4 pierwsze mecze wygrane, komplecik czy + czy + czy + czy, czyli dwanaście. Dokładniej, za każdy mecz trzy punkty, więc liczbą 12 punktów prowadzimy w tabeli Barclay’s Premier League. W 4. kolejce graliśmy z Leicester. Pierwsza połowa zdecydowanie na plus, jednak druga była trochę stresująca. Straciliśmy bramkę i im dłużej trwało spotkanie, tym groźniej wyglądało to z naszego punktu widzenia. Do tego szalone 6 minut czasu doliczonego (z d.py, bo nie było żadnych szczególnych przerw w trakcie gry)!

No, ale jest. 1:2, na ich stadionie. Strzelili Mane w 10. minucie i Firmino w 45.

Mam nadzieję, że biorą się w sobie, bo druga połowa naprawdę przywoływała na myśl poprzedni sezon i głupie straty bramek po wcześniejszym, solidnym prowadzeniu. Aaa, zapomniałam dodać, że nie bez winy był Allison.

Czyli jednak nie jest taki cudowny…?

KnockOut Boxing Night & relax

Nadal się obijam. Nic mi się nie chce. Słońce grzeje hardo, zaniedbałam swoje ćwiczenia, bo nic się nie chce w taki gorąc. Do tego niezapowiedziane odwiedziny rodziny, które dodatkowo pokrzyżowały (i tak wątłe) plany zrobienia czegokolwiek sensownego…

Jedyne co, to obejrzana zaledwie jedna walka KnockOut Boxing Night. Diablo Włodarczyk z Olanrewaju Durodolą (jak mi się podoba to nazwisko! 🙂 ). Nie przepadam za Diablo (znów nie patrzę na sport od strony stricte sportowej, jednak holistyczne podejście do człowieka to u mnie norma), więc bez większych emocji. Tyle że czasem miło ogląda się niektóre walki. A ta była taka sobie… Taka o, no była, no, nic nadzwyczajnego. Diablo wygrał po 10 rundach na punkty. Obejrzałam dla zasady, ale jednak wolę ciekawsze pojedynki. Dzisiejszy był w stylu mojej babci.

Nie, nie, żeby babcia się tak biła – babcia nie lubi boksu, ale zdarzyło jej się przypadkiem (ciekawe przypadki, kiedy walka trwa 10 rund) obejrzeć pojedynek Włodarczyka i była zachwycona, że bił z rozmysłem, nie brutalnie a celnie i „w pięknym stylu wygrał”. Babci zatem na pewno by się podobało. Jednak, jak babcia mawia, ja jestem krwiopijcą. Może trochę przesada, bo wcale nie życzę zawodnikom ran, ale moje emocje zależą od dynamiki i niespodziewanych zwrotów akcji, a tego mi brakowało. Zresztą, właśnie przez swoje oczekiwania zdecydowanie wolę lżejsze kategorie wagowe. Niech sobie poskaczą do gardeł…