LFC-Chelsea

Jeden wpis dla dwóch spotkań w dwóch innych rozgrywkach. Pierwsze starcie z Czelsi w środę 26.09.2018, zakończone wynikiem 2:1. Spuśćmy na to zasłonę milczenia, co? Wygrywać 1:0 drugim składem, z drugim bramkarzem i spierniczyć 1:2 – to boli. Aczkolwiek, jestem wśród tych, którzy do Carabao Cup nie przywiązuje większej uwagi. Liczy się Mistrzostwo Anglii i Liga Mistrzów. Nie zmienia to faktu, że sędzia-kalosz potraktował nas niesprawiedliwie. Faule, których nie ma, gole ze spalonego – o co kaman? Roman zapłacił, czy co??? Dobrze, że dziś full time grał Shaqiri – jestem z niego dumna, bo jest naprawdę dobry i choć może nie wychodzi mu tak jak chce, to jednak chłopak bardzo się stara i widać, że w przyszłości powinno wyjść z tego sporo fajnych sytuacji. Także stresik przed kolejnym meczem jest i to spory. Starcie Liverpoolu z Chelsea 3 dni później, czyli mecz Premier League. Mecz był jakiś toporny. Nie podobał mi się i bardzo mi smutno, że nie daliśmy rady zaprezentować się z lepszej strony. Jestem przekonana, że było nas stać na więcej. Ale thank God to Stu, bo ten chłopak jest geniuszem i moim idolem. To piękne i pokrzepiające, że nadal potrafi wchodzić z ławki i po chwili strzelać gola. To się świetnie ogląda, niemal tak dobrze, jak jest taniec radości 🙂 Marzył mi się większy show, ale ostatecznie, dobrze, że chociaż ugraliśmy ten remis. Przykro jednak, że Man City nas przegonił. Brakuje nam bramek. Gole, gole, Chłopcy!!!
Reklamy

Anthony Joshua – Aleksandr Powietkin

Hmm. Przykro mi. To przede wszystkim. Jak uwielbiam sportowca, to bezgranicznie mu kibicuję i bezgranicznie w niego wierzę. Byłam przekonana, że Anthony będzie dominowała w absolutnej większości rund. A nie, wróć, byłam przekonana, że dojdzie maksymalnie do połowy. Wiem, że Powietkin jest dobry, ale jednak stary, no i.. w ogóle 😦

Dokładnie taki tekst napisałam sobie jako początek płaczliwego wpisu w 5. rundzie walki. W 6. były już łzy i wielki smutek.

W końcówce rundy 6. Anthony zdecydowanie doszedł do głosu. W rundzie 7. dokonał tego, na co tak długo czekałam! Tak, Anthony Joshua to wciąż dumny posiadacz pasów WBO, WBA, IBO, IBF.

7 in a row

Nie wyrabiam z tym blogiem, choć tak marzyłam, by prowadzić go naprawdę regularnie i sumiennie 😦 niestety, za dużo bagażu, za dużo problemów osobistych, za dużo gówna dookoła, żeby skupić się tylko na pracy i na tym, co się kocha.

Choć i tak maksymalnie naginam wszelkie zasady, byle układać życie wokół kibicowania. Ale do rzeczy!

Liverpool FC – Southampton. Wynik ustalony jeszcze przed zakończeniem I połowy. 3:0.

SIÓDME zwycięstwo z rzędu. Od początku sezonu same wygrane mecze. Czy opisywać, jakie to szczęście? Niech mi ktoś jeszcze kiedyś powie coś o tym, jaka jestem płytka, że Drużynę uważam za największe szczęście w życiu. Obiecuję, zarobi w pysk. Bo teraz, gdy chce się odliczać dni do samobója, ONI wszystkiemu nadają sens. Przecież nikt normalny nie strzela samobója, planując sięgnąć po Mistrzostwo, no nie…?

Shaqiri – jaka ja jestem z Niego dumna!!! Pierwszy pełny mecz i dał z siebie dokładnie to, czego od Niego oczekiwałam. Nie strzelił ani jednego gola, ale jego próba strzału pozwoliła odbić się piłce od zawodnika Southampton i wlecieć do ich siatki – Shaqiri zapewnił nam gola z ich samobója i to już w 10. minucie gry. W 21. strzelił Matip, a jeszcze w 48., na przerwę, Shaq strzelił celnie, ale ichniejszy bramkach wybił i Mo znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie, dobijając bramkę na 3:0. Shaqiri zasługuje na częstsze występy „w pełnym wymiarze minut”. Pokazał, że było warto Go nabyć i że kobieta-kibic miała rację, proszą w myślach Jurgena, żeby sprowadził Go do nas. Mamy cudowną Drużynę i pierwszy raz od lat, nie brakuje nam piłkarzy. Ba, trzeba poważnie główkować nad tym, którego wpuścić od początku, a który wejdzie dopiero po czasie. Mamy wybór – a to jest wspaniałe uczucie!

Jasne, że to nie może trwać wiecznie. Że zaczynają się poważne schody, bo w środę i sobotę gramy z największymi rywalami. Najpierw z Chelsea w Pucharze Ligi, potem w Premier League. Ale zawsze jeszcze można liczyć na WHU, którym jutro musimy mocno kibicować – mogą zatrzymać Chelsea, przywracając nam fotel litera w BPL.

Liverpool FC – Southampton
Wesley Hoedt (S) 10′
Joel Matip 21′
Mohamed Salah 45+3′

AKTUALIZACJA [23.09.2018]
We can do it, we can do it, yeaaaah we can do it!!!
…with a little help from our friends 🙂
West Ham United cudnie zremisował dziś z Chelsea, przywracając nam 1. miejsce. PIERWSZE MIEJSCE. Jesteśmy na PIERWSZYM MIEJSCU w Premier League 🙂 Zajmujemy topową pozycję, panujemy, jesteśmy na szczycie…

Przynajmniej do soboty, bo wtedy gramy z Chelsea i teoretycznie, należy się bać. (Ale tak między nami… yyy… my się chyba nie boimy 🙂 )

Która angielska drużyna jest najlepsza?

Żartowałam z tym pytaniem, przecież…

4 pierwsze mecze wygrane, komplecik czy + czy + czy + czy, czyli dwanaście. Dokładniej, za każdy mecz trzy punkty, więc liczbą 12 punktów prowadzimy w tabeli Barclay’s Premier League. W 4. kolejce graliśmy z Leicester. Pierwsza połowa zdecydowanie na plus, jednak druga była trochę stresująca. Straciliśmy bramkę i im dłużej trwało spotkanie, tym groźniej wyglądało to z naszego punktu widzenia. Do tego szalone 6 minut czasu doliczonego (z d.py, bo nie było żadnych szczególnych przerw w trakcie gry)!

No, ale jest. 1:2, na ich stadionie. Strzelili Mane w 10. minucie i Firmino w 45.

Mam nadzieję, że biorą się w sobie, bo druga połowa naprawdę przywoływała na myśl poprzedni sezon i głupie straty bramek po wcześniejszym, solidnym prowadzeniu. Aaa, zapomniałam dodać, że nie bez winy był Allison.

Czyli jednak nie jest taki cudowny…?

Losowanie grup LM

Działo się dziś, oj działo. A ja, staruszka, nie mogę na spokojnie pisać o emocjach i podnieceniach, bo muszę pracować. Jakie życie jest niesprawiedliwe :/ Jutro dokończę. Albo pojutrze. W każdym razie, naszym największym rywalem wydaje się być PSG, ale luz, na razie jeszcze kobieta kibic pełna wiary, że pokażemy Neymarowi jego miejsce. U fryzjera, tudzież manikiurzystki, nie?