Gala ACB 89

Dzisiejsza gala ACB – wow! Nie jestem w stanie przytoczyć nazwisk, bo nie zapamiętałam, zbyt skomplikowane i zbyt dużo, a spisać – powiedzmy szczerze, nie chce mi się.
Krótkie summary: dawno nie widziałam takiej zawziętości i tak ciężkich nokautów. Shamataya przebił w tym wszystkich, dając rywalowi z łokcia. Ludzie na czacie pytali, czy młody przeżył.

(Aaa, na czacie – bo oglądałam na yt. Po to wykupiłam transmisję PPV w rublach, żeby potem ominąć pierwszych 45min gapiąc się na niedziałającą stronę, później chwilę oglądać normalnie, potem gapić się na zawieszoną stronę i ostatecznie przejść na official channel ACB TV. Bo im się zjeeee.chała transmisja i udostępnili wszystkim. No super, zajebiście. Po prostu jak zawsze – jak nie totalne gunwo w PPV na KSW, to teraz na ACB wydałam kasę bez powodu. Wstyd mi, że wydaję, choćby 12zł, bo pieski i kotki skorzystałyby chociaż na takiej kwocie…).

W każdym razie: kto nie widział, ten fujara!!!

Reklamy

UFC Fight Night 135

Jak kobieta kibic łączy kibicowanie z życiem osobistym? Książki można pisać. Ciężko jest, bo faceci jacyś mało wyrozumiali. W dodatku przesiew wstępny pozostawia zwykle tych zupełnie nie albo minimalnie interesujących się sportem. Jak już, to sami wolą uprawiać, tzn. chodzić na siłkę, albo w ogóle nie mają z nim nic wspólnego.
Ale kibicowanie jest sensem, szczęściem, motywacją, siłą – więc zawsze pozostaje na pierwszym miejscu.
A jak łączyć z kibicowaniem życie osobiste, to najosobistsze, to wewnętrzne, do którego nawet samce nie mają dostępu?

Kiedy życie wali się na łeb, jeszcze bardziej potrzeba kibicowania, żeby przywróciło sens i pokazało, że I’ll never walk alone.
A kiedy trzeba przystanąć i zastanowić się nad życiem? Właśnie to robię. UFC, drink, muzyka (UFC wyciszone, bo przecież widzę). Obecnie Alves vs. Krause. Alvesowi kibicuję. Załóżmy, że nie względu na brodę (yhy, no, na pewno). Ale Krause już krwawi, więc jak wygra, to się nie pogniewam.
W końcu, baba kibicuje sercem, a babskie serduszko nie lubi krewki…

Alves – Krause

No i Krause wygrał przez nokaut w 2. rundzie. Sędzia przerwał, ale… Hmm… No ja bym nie przerwała. Nie podobało mi się to :/ A James Krause ładny z buzi, tylko jakoś tak… Zarost marny, chudzieńki jakiś on cały…

[EDIT: Dobra, też bym przerwała…]

Anders – Williams

Płycizna myślowa schowana i nie oceniam na podstawie wyglądu (a kiedyś niby oceniałam?). Początkowo nie miałam faworyta, ale zaczynam przekonywać się do Williamsa. Choć to chyba nie fair, bo kibicuję lepszemu, a to takie mało humanitarne, mało moralne…
Właśnie, co jest ważniejsze w życiu? Pochylanie się nad słabszymi, współczucie, wrażliwość czy może jednak sprawiedliwość – zasłużył udaną walką, więc niech wygra?
Jakoś w połowie 2. rundy Anders zaczął sobie nieźle radzić. Williams trochę przesadnie próbował sprowadzić walkę do parteru a takie okręcanie się na plecach i wywijanie kulasami ani nie wygląda zbyt specjalnie, ani raczej nie jest punktowane przez sędziów. CHYBA.
No i jest wow. Pan Anders wygrał poprzez nokaut w ostatniej rundzie, w minucie 4:42. No wow. Gratki.

Moraga – Figueiredo

Trzecia z walk, które oglądam i na razie najdynamiczniejsza. Tak to ja lubię!
Z ewidentną dominacją Figuuu… Tego Brazylijczyka 🙂 dużo parteru, sporo prób dźwigni, niemało ciosów. Dzieje się…
Wygrał, znokautował Moragę, ale tak… aua 😦 Ja to jednak wolę nokauty dźwigniami. Na stare lata robię się przeciwniczką krwi.

Casey-Hill

Wreszcie damskie mordobicie. A ja się spóźniłam, bo mycie zębów zajęło mi dużo więcej czasu, niż zakładałam. Zapomniałam, że z rozwaloną gębą muszę wolniej i uważniej. Tak to jest, kiedy sięga się po plastikową łyżeczkę dla dzieci w wieku 30 lat. Kolejna nauka na przyszłość – dla dzieci oznacza, że dla dzieci.
A pojedynek, przynajmniej odkąd oglądam, wyrównany. Troszkę zachowawczy, nie ma wściekłych ataków. Aczkolwiek, Casey próbowała rzucać się na nogi i sprowadzić Hill do parteru, jednak się nie udało i walczą praktycznie tylko w stójce. Gdybym miała wybrać zwyciężczynię w 3 minucie 3 rundy, to uważam, że minimalnie Casey. Pokazali właśnie statystyki ciosów Casey wygrywa, ale nie zdążyłam zakodować w mózgownicy, o ile. Za to Hill się ożywiła i zaczyna mi się podobać jej walka.
Po ostatniej rundzie z niecierpliwością czekam na werdykt. Jak dla mnie, ostatecznie, wygrała minimalnie, bo minimalnie, ale Hill. Ostatnia runda była bardzo wyraźnie dla niej. Szkoda, że pierwszej nie widziałam.
Wygrała Casey, ale decyzją niejednogłośną.

Johnson-Fili

Już przysypiam… W dodatku dalej nie nadrobiłam pracy, bo wstałam, zjadłam coś, posiedziałam z siostrą, która pojawiła się pierwszy raz od kilku tygodni, potem mecz, potem coś zjeść, poćwiczyć, potem musiałam, naprawdę MUSIAŁAM obejrzeć okropniasty film na faktach o skrajnych psycholach (ale szukałam go przez 2 lata, więc MUSIAŁAM), no i UFC…

Ciężkie jest życie kibica i fana porąbanych filmów.

Walka dynamiczna od początku, ciekawa dla oka, ale nieprzysypiającego.

Dobre to, rozbudziłam się. Dobra walka dla podstarzałych dziewczynek mojego pokroju. Mocno zapaśnicze, nie leje się krew, a trzyma w napięciu i szala przechyla się z jednej na drugą stronę. Choć Fili tak wlazł Johnsonowi na plecy, że mogą to policzyć jako jego przewagę, bo praktycznie unieruchomił go i wyczerpał. Kibicuję Johnsonowi. Bez większego powodu, choć po 1. Rundzie np. dlatego, że tak dzielnie trzymał na sobie ludzką hubę.

Wygrał Johnson i ok, też bym tak zadecydowała. Choć Fili ma prawo czuć się nieco zawiedziony.

Tzn., jeśli chodzi o efektywność – Fili, bo prześladował i męczył, ale jeśli chodzi o efektowność – Johnson. Fili miał akcje, ale nie potrafił ich wykończyć i to go zgubiło. Za to Johnson może nie zachwycił inicjatywą, bo Fili zmusił go do skupienia się na obronie, ale ta obrona świetnie mu wychodziła. Wstał z nim na plecach i mimo ciężaru, wytrzymywał wysiłek. Potrafił wyzwalać się z mocnych uścisków i prób duszenia – szacun!

I jeszcze po walce Johnson prosił o modlitwę dla syna, który choruje na raka… Dobrze, że nie wiedziałam wcześniej, bo byłoby, że nie jestem obiektywna.

Gaethje-Vick

Main event. Jestem za Gaethje, ale nie wiem dlaczego. Bo to mój blog i mogę być, za kim chcę.
Yyyyyy… Nie wiem, co Gaethje ma w rękawicach, ale jednym ciosem w szczękę znokautował Vicka tak bardzo, że Vick raczej nie wie, gdzie jest. Zupełnie jakby na chwilę stracił przytomność.

Wow. Choć Vicka aż mi żal. Walka trwała 1:27.

Dobranoc.

KSW 44 + WWE ciągle mnie odstresowuje

Ja naprawdę pracuję! No, poza tymi dniami, kiedy obijam się z jedyną koleżanką, jaką posiadam. W każdym razie, spóźniam wpis, ale luzik, do Mundialu jakoś się ogarnę.

KSW44 jakoś mnie nie porwało. Może ze względu na towarzystwo, które odwracało moją uwagę, a może ze względu na walki. Cieszę się, że Materla wygrał. Cieszę się, że Bedorf wygrał, choć do Pudziana w sumie nic nie mam. A wcześniejsze walki? Niczego mi nie urwały.

Za to na dzisiejszą noc zaplanowałam WWE. Znów. I co z tego, że wiem, jakie to płytkie, skoro dobrze odstresowuje i pozwala oczyścić umysł z poważniejszych spraw? 🙂