Nie oglądam piłki

Nie znoszę tego sportu. Bieganina dla plebsu. Żałosne, żeby 22 dorosłych facetów walczyło o jedną, głupią piłkę.

 

 

Miałam 2 zakłady na Egipt i 1 na Rosję. I k…a, Egipt nagle nie umie grać, Rosja nie umie grać, a w dodatku po bramce Egiptu kurs na Arabię wynosił 111!!!! A ja nie postawiłam ani złotówki, bo PRZECIEŻ Egipt i tak wygra!!!! Ile było? 2:1. Nie napiszę, dla kogo……………..

Nie cierpię piłki nożnej!!! I nie oglądam. FOCH.

…do 20:00…

Reklamy

Day 11

Dochodzenie do siebie po nieudanych zakładach jest coraz trudniejsze. I, oczywiście, po meczach, których wynik nie był (dla mnie) zadowalający. Ale ok, po paru dniach przerwy poudaję, że kibicowanie to piękna pasja, która zapewnia mnóstwo radości i takie tam dyrdymały… (a że kobieta-kibic już kilka razy płakała po meczach, to przemilczymy, prawda…?).

11. dzień był niezwykle interesujący. Grała Anglia i Polska, czyli pozostajemy w jednakowej aranżacji kolorystycznej, tylko zmieniamy rozmieszczenie bieli i czerwieni na gębie.

Dzień kobieta-kibic rozpoczęła wspaniale, ponieważ Anglia rozegrała obfitujący w bramki mecz. Nie był szalenie ekscytujący, bo jednak Panama znajduje się poziom niżej niż większość europejskich reprezentacji. Nie zmienia to faktu, że 6:1 jest wynikiem zachwycającym dla angielskiego kibica. Harry Kane, mimo starego wyglądu, grał świeżo i skutecznie, co dało mu hat-tricka. Jak dla mnie, dość kontrowersyjnego, bo jego ostatni gol był z minimalnego spalonego. Komentatorzy też to widzieli. Nawet sędziowie liniowi mieli wątpliwości, bo trochę czasu minęło, zanim wynik zmienił się z 5 na 6. Naciągany hat-trick w meczu, który i tak skończyłby się wygraną Anglii – pozostał mi mały niesmak. A Panamy żal, bo jasne – była słabsza, ale jednak, jak większość drużyn podczas Mundialu, pokazała serce do walki i nie poddała się, mimo druzgocącego wyniku. Na 10 minut przed końcem podstawowego czasu, przy 6:0, jeszcze strzelili honorowego gola. I radość kibiców na trybunach była tego naprawdę warta! Coś niesamowitego, a przecież tylko gapiłam się w ekran…

Japonia i Senegal – nie wiem, czy nazywać to zaskoczeniem. Japonia zszokowała mnie w meczu z Kolumbią, więc należało przypuszczać, że będą dobrzy. Niemniej, myślałam jednak, że Senegal wygra. A tu klops, 2-bramkowy remis. Zdecydowanie nie doceniałam azjatyckich drużyn.

I ostatni mecz, niby najważniejszy dla Polaków, ale nie wiem, czy jest sens się rozpisywać. Zapewne 99% narodu oglądała kolejny blamaż. Niby na początku ruszyli ostro i tworzyli sytuacje, niby kontrolowali grę, ale dość szybko uległo to zmianie. 3 bramki Kolumbii nie były chyba żadnym zaskoczeniem. No sorry, oni mają Jamesa Rodrigueza i Radamela Falcao, a to mówi niemal samo za siebie, nawet jesli  James nie strzelił w tym meczu gola.

 

Day 10

Znów zorganizuję sobie minutę, wróć: dobę milczenia.

………………………………………………………………..SIC! W 95 minucie zniszczyli marzenia Szwedów!!!!!!!! I mnie też skrzywdzili! I zaprzepaścili moją kasę 😦

 

 

Belgia-Tunezja 5:2
Korea Płd.-Meksyk 1:2
Niemcy-Szwecja 2:1

Day 9

Dzisiejszy dzień zaczął się całkiem spoko. Żal mi Kostaryki, bo oni się starają i to widać. Znów mam okrutnie porównywać, czy już odpuścić naszym orłom nielotom…? (Bo tak w tajemnicy – Kostaryka wyglądała na starającą się zdecydowanie bardziej od Polski). I dociągnęli swój bezbramkowy remis do końca podstawowego czasu! Naprawdę, szacun! Ale niestety, znów doliczono 5 minut (na tym Mundialu ciągle doliczają PIĘĆ minut), no i stało się… W 91′ strzelił Coutinho, a że po bramce sędzia dał im pograć chwilę dłużej niż 5 minut, to jeszcze Neymar Woody Woodpecker (ten jego żenujący fryz!) zdążył w 97′ jeszcze bardziej nadepnąć na honor Kostarykanów 😦

Nigeria bardzo mnie dziś zdenerwowała. Kto mi to jakoś sensownie wyjaśni, że kiedy stawiam na Nigerię w meczy z Chorwacją, to przegrywają, a kiedy stawiam na Islandię w meczu z Nigerią, to wygrywają…? Hę…? Cisnęły mi się na usta bardzo brzydkie słowa. Bynajmniej, nie „czyste wulgaryzmy”, ale inne, zdecydowanie niepoprawne politycznie. Absolutnie taka nie jestem w codziennym życiu, ale jak mnie sportowcy zdenerwują, to wychodzi ze mnie diabeł. SERIO. Latami marzyłam o ustawkach. W każdym razie, Islandia nie potrafiła grać tak, jak z Argentyną. Aż dziwne, nie…? TA Argentyna, która wczoraj dostała potrójne baty od Chorwacji. Hihi, haha, hehe. Sorry, to się tak samo…

Serbia i Szwajcaria stanowią dla mnie ten problem, że żadnej z tych drużyn nie kibicuję. Zupełnie nie wzbudzają we mnie emocji. A jedna bramka Serbii z meczu nr 1 nie sprawiła, że stałam się ich fanką. Może jedynie skłaniałam się ku ich wygranej, bo N. była zdecydowanie za nimi. A ja przecież uwielbiam N. To też kobieta-kibic. Ale o Niej pewnie kiedyś napiszę osobny post. Podczas meczu S-S relacjonowałam Jej mecz smsowo, bo była na koncercie. Hmm, nie lubię przekazywać ludziom smutnych informacji 😦
Wracając do meritum (ewidentnie pokazałam, że lubuję się we wszelkich didaskaliach 😉 ), Szwajcaria też niczego we mnie nie powoduje. Mecz dość zacny, jak większość w trakcie Mistrzostw Świata. W końcu gra się tu o coś ważnego, każdy mecz to punkty, a każdy punkt ma znaczenie, bo wpływa na historię. Historię futbolu, bo przecież każdy jeden punkt to ostateczny wygląd tabeli, która decyduje o awansie do ćwierćfinałów, czyli ostatecznie – każdy punkt ma znaczenie dla finału, a finał ma znaczenie dla historii futbolu, a historia futbolu, jakby nie patrzeć, to jedna ze składowych historii świata, prawda??? Mhm, baba kibicuje całą sobą, aż rozbudza się w niej dusza filozofa 😉

 

Brazylia-Kostaryka 2:0
Nigeria-Islandia 2:0
Serbia-Szwajcaria 1:2

Day 8

Zaczynam wpadać w mundialową depresję. Jasne, fajnie jest być zaskakiwanym, ale do jasnej cholery, nie chcę tyle przegrywać 😦 Poza tym zaspałam na mecz. Wstaję, słyszę stadionowe krzyki. Drzwi otwarte – babcia się starała, ale i tak nie dała rady obudzić otwartymi drzwiami. No cóż, poszłam spać po 9:00 rano, więc było ciężko. Kiedy wreszcie zwlokłam się z łóżka, Dania już wygrywała 1:0. Dołek, bo oczywiście, stawiałam na Australię. Jak to ja, lubię Australię, a to i tak Mundial niespodzianek, więc prawie pewnym było, że Australia wygra, nie…?

Nie. Zremisowali. Odkąd oglądałam, mecz był średnio porywający. Kasper Schmeichel jest rewelacyjnym bramkarzem i wszelkie starania Australii można było rozbić o… nie napiszę, o co.

Francja-Peru. Postawiłam na Francję, ale wszyscy na nich stawiali, więc wygrana żałośniutka. W dodatku dylemat moralny, bo nie lubię obstawiać drużyny, której nie kibicuję. A Francji kobieta-kibic nigdy nie kibicowała i na 99,9% nigdy kibicować nie będzie. A że lubię i szanuję część drużyn południowoamerykańskich, życzyłam Peru naprawdę dobrze. Zresztą, zasługiwali na lepsze wyniki, bo mecz z Danią był naprawdę interesujący i bolała mnie jednobramkowa przegrana. No allle, Peru znów nie dało rady niczego strzelić.

Argentyny i Chorwacji nie chce mi się komentować. Mogłam słuchać N. N. na każdych mistrzostwach kibicuje Chorwacji. No ale nieee, baba kibicuje już rozsądnie, bo zbyt wiele już straciła na tegorocznych zakładach. Z skoro rozsądnie, to stawia na tych, którzy są faworytami. No i przekichała. ZNOWU. Że też ten Messi nie mógł… Bo tak szczerze, to Chorwacja ma udaną defensywę i Leo serio nie był w stanie spokojnie zaatakować ich bramki. A nawet, jeśli miał dogodne warunki (cóż, np. karny jest najlepszymi okolicznościami do gola!), to nie umiał ich wykorzystać :/

Dania-Australia 1:11
Francja-Peru 1:0
Argentyna-Chorwacja 0:3